“Był czas, żeśmy się rozumieli
ten czas przeminął i nie wróci,
a dziś mnie z wami wszystko dzieli,
nic wy mnie dziś nie obchodzicie,
nic wasze nie obchodzi życie,
to jedno boli, żeście skuci,
”
“stracone pokolenie nadprodukcja humanistów
dzieci czarnej nocy generała przede wszystkim
ofiary mejozy także kiedy czytam że bezrobocie
wzrośnie myślę o moim imperialnym wnętrzu
o bogactwie przyjmuję z nadzieją wieści o wojnach
które prowadzi kraj którego nam potrzeba
żeby wojen nie było wstaję rano przechadzam się
w duchu umowy społecznej którą funduje prekambr
ślepe biusty mędrców proch niderlandzkie wiatraki
ufff wszystko gra piekarz piecze ja dyszę historia
knebluje mózgi pokoleniu mc donalds yo yo
wyjedź stąd szepce kwiat kawa ekran i kobieta
rozdaj wszystkie słowa które masz
stań nagi i prosty kiedy otworzą się wrota”
“Chociaż raz
warto umrzeć z miłości.
Chociaż raz.
A to choćby po to,
żeby później chwalić się znajomym,
że to bywa.
Że to jest.
...Umrzeć.
Leżeć na cmentarzu czyjejś szuflady
obok innych nieboszczyków listów
i nieboszczek pamiątek
i cierpieć...
Cierpieć tak bosko
i z takim patosem,
jakby się było Toscą
lub Witosem.
...I nie mieć już żadnych spraw
i do nikogo złości.
I tylko błagać Boga, by choć raz,
choć jeszcze jeden raz
umrzeć z miłości.”
“Cierpię na bardzo powszechną chorobę dzisiejszych czasów, Nadzieja. Nie trawię samej siebie. Przez większą część mojego życia czułam się upośledzona. Zalana. Z zepsutym silnikiem. Całe życie miałam kompleks braku umiejętności wytwarzania własnych informacji. Ledwo udawało mi się nadążyć za cudzymi.”
“Wzruszam się do zazdrości O ludzi, o gości, o coś Bez słów graty wywracam Pół na niby, pół wściekle Zabić ciebie? Czy meble? I buch: ten żal do siebie: Budzę się, nie ma ciebie. Leżę, tramwaje, świat. Dzień. Z ciebie ani cień. Ty ani tak, ani tak. Już nie żyjesz pięć lat. Wiesz o tym? Wiesz? (...)”
“W ogóle czuję się jak Kloss w czwartym odcinku kiedy za długo się obracał w próżni tureckiej łaźni, albo jak południowoafrykańska stapelia, u nas uprawiana jako roślina ozdobna. A na Legii wpadam na tego trzeciego: Więc to tak? To są te sposoby na codzienność? Ale jeśli się boisz, że upadnę, to mam pod sobą dryfującą sieć i sny robią ze mną, co chcą, jak i z tobą, więc życie byłoby zbyt ciężkie, gdybyśmy się rozumieli, bo gdybyśmy się rozumieli, to po co w ogóle sny lub cokolwiek? N i e m i e l i t o w a r u. I tak to jest. Człowiek wtula głowę w ramiona i leci jak gołąbek a potem ledwie muśnie piłkę i bramka. Spróbuj mnie zanucić.”
“ja bardzo się przywiązuję do ludzi po prostu. i takie sytuacje, w których muszę przedzierać się przez warstwę ochronną nowych osób, nowo poznanych, są dla mnie trudne. jestem średnio przebijająca się do drugiego człowieka.”